Nawet nie warto czytać.

By | 08:07 3 Komentarze
Hej!
Przyznam, że znalazłam się trochę w martwym punkcie jeśli chodzi o bloga. Zmieniłam całkowicie pielęgnację twarzy, przybyło sporo nowych kosmetyków, jednak wciąż za krótko ich używam by napisać recenzję. Co najwyżej pierwsze wrażenie, ale jaki to ma sens. Więc dziś trochę nudnawo, bo o balsamie i to nie jakiś wybitnie dobrym.
Mythos to jedna z tych malowanych firm naturalnych. Malowanych, bo składami przypomina bardziej te drogeryjne. Przyznam szczerze, kupiłam bo uwielbiam ich opakowania! Świetnej jakości słoik z grubego plastiku, prosta szata graficzna trafiając celnie w mój gust. I w sumie na tym plusy się raczej kończą...
Skład jest naprawdę długi, mamy wodę, emolient tłusty, emuglator, jeszcze jeden emuglator, trójgliceryd, gliceryna, kolejny emuglator, substancja konsystengotwórcza, i dopiero teraz coś wartosciowego: olej ze słodkich migdałów,  jeszcze jeden emolient tlusty, masło shea, oliwa z oliwek, miód, i jeszcze masa innych "wspaniałych" substancji. To poprostu nie może się udać. 
Konsystencja masełkowa. Zapach niezbyt intensywny, na szczęście bo można ten krem zaliczyć do śmierdzieli. Przy aplikacji trochę się marze, jednak bez tragedii. Nawilżenie nie najgorsze, jednak powierzchowne. Nie oszukujmy się, z takim składem nie ma co liczyć na jakieś super odżywienie skóry. 
Cóż, mogło być lepiej jednak aż tak strasznie nie jest. Następnym razem postaram się o ciekawszy post.
Niewyspana. 
Nowszy post Starszy post

3 komentarze:

  1. hahahahaaa - tytuł wymiata :D
    nic nie miałam z tej firmy, ale kojarzę po niezbyt niskich cenach... dobrze wiedzieć, że nie jest jej wart.
    takie posty są bardzo potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam bo dobra przecena była, a tak będzie ładny pojemnik na glinki, haha :D

      Usuń
  2. a ja myślałam że te masełka takie kultowe i wspaniałe, co cóż dzięki za zdjęcie mi klapek z oczu

    OdpowiedzUsuń